Weszłam do kuchni... Cofnęłam się, jakbym zobaczyła martwego człowieka, więcej... S e t k ę trupów.
Nie wiedziałam co mam robić. Wiedziałam tylko, że muszę zjeść chociaż kromkę suchego chleba, żeby zaspokoić głód na jakiś czas, żeby nie było mi już tak cholernie słabo.
Uspokoiłam się i zaczęłam spokojnie oddychać.
Weszłam znów, chociaż moja noga automatycznie chciała się znowu cofnąć, nie pozwoliłam jej, poczułam jakbym wyłączyła dolną część mojego ciała, nie pozwoliła jej się ruszyć.
Zaczęłam biegnąć szybko w kierunku chlebaka, wyciągnęłam dwie kromki chleba, bo były bardzo małe.
Kiedy zamykałam chlebak w pośpiechu przytrzasnęłam sobie palca, zaczęłam krzyczeć, jakby ktoś zaczął grozić mi nożem.
W końcu ją wyciągnęłam, z półki wzięłam wodę truskawkową bo normalna się skończyła i szybko uciekłam z powrotem do pokoju.
Sięgnęłam obolałą ręką w stronę biurka po komórkę i zaczęłam dzwonić do mamy, ona znowu nie odbierała. Jak ostatnio... czekałam aż oddzwoni.
Zaczęłam powoli jeść chleb. Pierwszą kromkę zaczęłam jeść ostrożnie, powoli... małymi gryzami...
Kiedy poczułam dalszy głód, jakby silniejszy niż przedtem, drugą zaczęłam jeść jak człowiek który nigdy nic nie jadł, n i c n i g d y.
Popiłam wodą, to popijanie skończyło się przy ostatniej kropli z litrowej butelki.
Zaczęłam płakać, płakać głośno, nieustannie. Nie potrafiłam się uspokoić... ale zadzwonił telefon.
Miałam w planie coś zrobić, więc odebrałam na chwilę - powiedziałam tylko, że oddzwonię i się rozłączyłam.
To była mama, oddzwoniła.
Podeszłam do lustra które było przykryte czarnym materiałem. Ścisnęłam zęby, złapałam ręką materiał, gdy zaczęłam go ściągać... nagle oczy same mi się zamknęły, to chyba ze strachu przed tym, czy przytyłam przez tę kromkę czy dwie.
Łzy zaczęły płynąć szybciej, co chwilę więcej i więcej. Musiałam otworzyć te oczy, w końcu i tak bym to zrobiła, więc czemu nie od razu, po co się oszukiwać, na razie i tak nic nie widzę, jestem w ubraniu, nie mam się czego bać.
Łzy zaczęły płynąć szybciej, co chwilę więcej i więcej. Musiałam otworzyć te oczy, w końcu i tak bym to zrobiła, więc czemu nie od razu, po co się oszukiwać, na razie i tak nic nie widzę, jestem w ubraniu, nie mam się czego bać.
Otworzyłam oczy, nie patrzyłam na ciało tylko twarz, włosy... żeby tylko uniknąć nóg, brzucha.
Zaczęłam ściągać bluzkę, powoli. Jestem osobą ciekawską, więc gdy byłam w połowie, wiedziałam, że zaraz spojrzę w lustro, znów automatycznie się odwróciłam, żeby spokojnie ściągnąć rurki, które było bardzo łatwo zdjąć, bo były bardzo luźne, albo inaczej... ja byłam za chuda.
Kiedy zostałam już w zwykłym topie i spodenkach, zaczęłam się odwracać, małymi kroczkami.
Popatrzyłam na lustro, na siebie. Zaczęłam panikować, płakać, krzyczeć, drapać się.
Z nerwów podeszłam do lustra, nie wiedziałam sama co zrobię, to był ułamek sekundy, oplułam je, nie pomogło mi to więc... zbiłam je pięścią.
Nawet nie byłam w stanie zauważyć kiedy szkło zaczęło odrywać się i upadać mi na stopy.
Moja ręka... moja ręka krwawiła. Nie wytrzymałam, nie dałam rady.
Zaczęło się, pobiegłam do toalety, zaczęłam wymiotować, wymiotować tak by osiągnąć swój upragniony cel.
Wymiotowałam chyba 10 razy, dopóki nie przyszła mama. Domyśliła się, że znowu coś ze mną jest nie tak, zaczęła mnie podnosić, bo byłam zbyt słaba by sama wstać, nawet już nie miałam siły się z nią kłócić. Nagle zrobiło się ciemno, gdy otworzyłam oczy, leżałam na szpitalnym łóżku.
Od babci dowiedziałam się, że po tym jak wymiotowałam straciłam przytomność i mama zawiadomiła pogotowie które przyjechało natychmiast i zabrało mnie do szpitala. Spałam 17 godzin. Myśleli, że już się nie obudzę.
Mama przed chwilą wyszła do pracy, a babcia właśnie przyszła.
Zaraz poleciały łzy, telefony do wszystkich, przytulanie mnie, pielęgniarki wokół i lekarze.
Setki pytań takich jak ''czemu? dlaczego?''
Przez 2 dni byłam karmiona przez kroplówkę. Później, zaczęli mnie przyzwyczajać do normalnych dań, zwykle karmiła mnie babcia, mama, dziadek, czasami tylko pielęgniarki.
Przez 2 dni byłam karmiona przez kroplówkę. Później, zaczęli mnie przyzwyczajać do normalnych dań, zwykle karmiła mnie babcia, mama, dziadek, czasami tylko pielęgniarki.
Gdy byłam w stanie już wstać, zaprowadzono mnie do toalety, kazano mi się wykąpać i zważyć.
Gdy stanęłam na wagę ważyłam 36 kg mając 14 lat i 168 cm wzrostu.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że muszę coś zjeść zamiast wypić pół szklanki wody, czy zwymiotować, NIE jeść. Kiedy patrzyłam na moje ciało, kiedy zobaczyłam jak bardzo jest blade, słabe... z samych kości, nie wiedziałam czy mam płakać czy cieszyć się bo nie dawno właśnie o to mi chodziło.
Wtedy nie było setek pytań do mnie od innych, wtedy były tysiące pytań ode mnie do mnie.
Czemu to wszystko się stało? Nie znam na to jeszcze odpowiedzi, ale wiem jedno, że nie było warto.
Przepraszam za słabą końcówkę, niedługo ją dopracuję.

