poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Ale wiem jedno, że nie było warto.

Znowu poczułam głód, ale taki mocny. Musiałam już coś zjeść, te parę dni mnie dobiło, codziennie ból brzucha, a w ustach jedynie woda. 
Weszłam do kuchni... Cofnęłam się, jakbym zobaczyła martwego człowieka, więcej... S e t k ę trupów.
Nie wiedziałam co mam robić. Wiedziałam tylko, że muszę zjeść chociaż kromkę suchego chleba, żeby zaspokoić głód na jakiś czas, żeby nie było mi już tak cholernie słabo. 
Uspokoiłam się i zaczęłam spokojnie oddychać.

Weszłam znów, chociaż moja noga automatycznie chciała się znowu cofnąć, nie pozwoliłam jej, poczułam jakbym wyłączyła dolną część mojego ciała, nie pozwoliła jej się ruszyć.
Zaczęłam biegnąć szybko w kierunku chlebaka, wyciągnęłam dwie kromki chleba, bo były bardzo małe.
Kiedy zamykałam chlebak w pośpiechu przytrzasnęłam sobie palca, zaczęłam krzyczeć, jakby ktoś zaczął grozić mi nożem. 
W końcu ją wyciągnęłam, z półki wzięłam wodę truskawkową bo normalna się skończyła i szybko uciekłam z powrotem do pokoju. 
Sięgnęłam obolałą ręką w stronę biurka po komórkę i zaczęłam dzwonić do mamy, ona znowu nie odbierała. Jak ostatnio... czekałam aż oddzwoni. 

Zaczęłam powoli jeść chleb. Pierwszą kromkę zaczęłam jeść ostrożnie, powoli... małymi gryzami...
Kiedy poczułam dalszy głód, jakby silniejszy niż przedtem, drugą zaczęłam jeść jak człowiek który nigdy nic nie jadł, n i c  n i g d y. 
Popiłam wodą, to popijanie skończyło się przy ostatniej kropli z litrowej butelki. 
Zaczęłam płakać, płakać głośno, nieustannie. Nie potrafiłam się uspokoić... ale zadzwonił telefon.
Miałam w planie coś zrobić, więc odebrałam na chwilę - powiedziałam tylko, że oddzwonię i się rozłączyłam. 
To była mama, oddzwoniła.

Podeszłam do lustra które było przykryte czarnym materiałem. Ścisnęłam zęby, złapałam ręką materiał, gdy zaczęłam go ściągać... nagle oczy same mi się zamknęły, to chyba ze strachu przed tym, czy przytyłam przez tę kromkę czy dwie.
Łzy zaczęły płynąć szybciej, co chwilę więcej i więcej. Musiałam otworzyć te oczy, w końcu i tak bym to zrobiła, więc czemu nie od razu, po co się oszukiwać, na razie i tak nic nie widzę, jestem w ubraniu, nie mam się czego bać. 

Otworzyłam oczy, nie patrzyłam na ciało tylko twarz, włosy... żeby tylko uniknąć nóg, brzucha. 
Zaczęłam ściągać bluzkę, powoli. Jestem osobą ciekawską, więc gdy byłam w połowie, wiedziałam, że zaraz spojrzę w lustro, znów automatycznie się odwróciłam, żeby spokojnie ściągnąć rurki, które było bardzo łatwo zdjąć, bo były bardzo luźne, albo inaczej... ja byłam za chuda. 

Kiedy zostałam już w zwykłym topie i spodenkach, zaczęłam się odwracać, małymi kroczkami.
Popatrzyłam na lustro, na siebie. Zaczęłam panikować, płakać, krzyczeć, drapać się. 
Z nerwów podeszłam do lustra, nie wiedziałam sama co zrobię, to był ułamek sekundy, oplułam je, nie pomogło mi to więc... zbiłam je pięścią. 
Nawet nie byłam w stanie zauważyć kiedy szkło zaczęło odrywać się i upadać mi na stopy.
Moja ręka... moja ręka krwawiła. Nie wytrzymałam, nie dałam rady. 
Zaczęło się, pobiegłam do toalety, zaczęłam wymiotować, wymiotować tak by osiągnąć swój upragniony cel. 
Wymiotowałam chyba 10 razy, dopóki nie przyszła mama. Domyśliła się, że znowu coś ze mną jest nie tak, zaczęła mnie podnosić, bo byłam zbyt słaba by sama wstać, nawet już nie miałam siły się z nią kłócić. Nagle zrobiło się ciemno, gdy otworzyłam oczy, leżałam na szpitalnym łóżku.
Od babci dowiedziałam się, że po tym jak wymiotowałam straciłam przytomność i mama zawiadomiła pogotowie które przyjechało natychmiast i zabrało mnie do szpitala. Spałam 17 godzin. Myśleli, że już się nie obudzę.
Mama przed chwilą wyszła do pracy, a babcia właśnie przyszła. 
Zaraz poleciały łzy, telefony do wszystkich, przytulanie mnie, pielęgniarki wokół i lekarze.
Setki pytań takich jak ''czemu? dlaczego?''
Przez 2 dni byłam karmiona przez kroplówkę. Później, zaczęli mnie przyzwyczajać do normalnych dań, zwykle karmiła mnie babcia, mama, dziadek, czasami tylko pielęgniarki. 
Gdy byłam w stanie już wstać, zaprowadzono mnie do toalety, kazano mi się wykąpać i zważyć. 

Gdy stanęłam na wagę ważyłam 36 kg mając 14 lat i 168 cm wzrostu.

Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że muszę coś zjeść zamiast wypić pół szklanki wody, czy zwymiotować, NIE jeść. Kiedy patrzyłam na moje ciało, kiedy zobaczyłam jak bardzo jest blade, słabe... z samych kości, nie wiedziałam czy mam płakać czy cieszyć się bo nie dawno właśnie o to mi chodziło. 
Wtedy nie było setek pytań do mnie od innych, wtedy były tysiące pytań ode mnie do mnie. 

Czemu to wszystko się stało? Nie znam na to jeszcze odpowiedzi, ale wiem jedno, że nie było warto.

                                                                


                                                           Przepraszam za słabą końcówkę, niedługo ją dopracuję.


sobota, 10 sierpnia 2013

Coca-cola czyli P.

Czasami wydaję mi się, że jestem zbyt naiwna. 
Poznam kogoś, zaczną się pierwsze wypady, rozmowy o niczym, śmianie się razem, płakanie... 
I to zawsze mi wystarczy do rozmów o wszystkim, życiu, do wyjawiania sekretów.
Zawsze myślałam, że potrafię poznać komu mogę zaufać, a komu nie.
Zawiodłam się 1 raz, później 2.. 3. 
Obiecałam sobie od wtedy, że nie będę już nigdy więcej mówić o wszystkim osobom które budzą we mnie najmniejsze zwątpienie, bądź najmniejszy strach. 
Obiecałam sobie też, że nie będzie 4 razu. Przecież z nikim już tak nie postępowałam, nikomu od razu się nie zwierzałam z tego co mnie najbardziej gryzie, a może i nawet o tym co najmniej. 

P R A W D A. 

Nie skrzywdziła mnie osoba, którą znam od dwóch tygodni czy miesiąca. Skrzywdziła mnie, oszukała i najbardziej zraniła osoba, której zaufałam jako pierwszej tak naprawdę odkąd się urodziłam, może to śmieszne, ale tak. Odkąd się urodziłam, kiedy ją poznałam, wiedziałam... eh, że mnie nie zawiedzie. 

Myślałam, że to moja najlepsza przyjaciółka, jeszcze wtedy wierzyłam w coś takiego. Śmieszne. 
Tak naprawdę nigdy jej nie znałam. To była tylko taka... reklama?
Reklamowała siebie przez długi czas, a kiedy zaczęły pojawiać się efekty, pojawiły się również skutki uboczne. 

Czuję się jak w reklamie Coca-Coli, śmieszne no nie? Szkoda, że prawdziwe. 
Kiedy zaczęłam ją kupować, była... nie wiem, pyszna/smaczna/słodka? 
Nagle zaczęły się bóle zębów, łamanie się, ich słabość, jeszcze silniejsze bóle brzucha, wymioty od nadmiaru jej.
Pierwsza wizyta u dentysty jak pierwsze posłuchanie rozumu zamiast serca, długa wizyta.
I teraz zamiast na starość mieć zdrowe zęby, będę miała sztuczne zęby.

Zostałam oszukana wiele razy, popełniłam wiele błędów. Za każdym razem gdy było mi źle, ona się produkowała coraz więcej. Co jeden błąd była do niej dosypywana jedna łyżka cukru. 
Co jeden błąd robiła się coraz bardziej niezdrowa dla mnie, sztuczna, niszczyła jeden ząb po drugim.
Udawała coś czym nie jest.

A ja głupia ją kupowałam, bo nabierałam się na głupią reklamę. 
Po prostu jestem łatwowierna i dałam się oszukać jak wiele innych ludzi.
Po 3 latach, chyba zaczęła robić się za słodka. Obrzydliwa... 

Coraz bardziej ode mnie odchodziła, tłumacząc się, że to chwilowe problemy.
No ale halo, jakie problemy może mieć Coca-Cola?
Brak słodziku, czy może koniec jej 5 minut?

Sekretów brak, sensacji brak - znajomości brak.
Każde moje słowo, zażalenie było przekazywane innym osobom, nawet nie z mojego środowiska.
Każde moje zwierzenie, zostało wypisane niezmazywalnym markerem w pamięci jakiś ludzi?
I ja dowiaduje się o tym dopiero po 3 letnim stosowaniu tego?

Ostrzegali mnie przed tobą, mimo to ja Ci ufałam. Wyzywali, broniłam.
Krzywdzili, krzywdziłam mocniej. Śmiali się szyderczo, śmiałam się głośniej i charakterystyczniej.
Przyszłaś z problemem, przyjęłam. Nie miałaś się gdzie podziać, również przyjęłam.

Kiedy wydawało mi się, że naprawdę Cię lubią, okazało się, że nie. 
To była zwykła akceptacja z przymusu. 
Akceptowali Cię, bo byłaś dla mnie ważna, a ja byłam dla nich.
Kiedy zrozumiałam, jaki był twój cel, zrezygnowałam z Ciebie, zaczęli Cię upokarzać. 
Nie mogłaś tego znieść, nawet teraz przepisałaś się specjalnie do innej szkoły, by nie słyszeć tych obelg. 

Czy ja będę za tobą płakać? Nie, Ty zacznij płakać, bo to Ty straciłaś osobę na którą mogłaś liczyć w każdej sytuacji.

A morał tej bajki taki, nie ufaj reklamom bo stracisz zęby! 


Słodkiej Coca-coli i dużo straconych zębów P., buziaczki!